[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zdawało mu się, że kiedy zaryczał lwim głosem, „klepsydra zadrżała w ręce czasu”.A czas jedynie machnął ręką na len spektakl „wesoły i ogromnie przez to smutny”.Pan regimentarz posiadał nieokiełznaną wyobraźnię, którą do tego gęsto podlewał winem, aby nie stężała.Postanowił przede wszystkim odmienić szary, zwyczajny strój na wspaniały, senatorski, godny wysokiego tytułu.Ze swej operowej garderoby wydobył palone buty, przypiął do nieb meksykańskie ostrogi, przywdział bogaty kontusz.Pas się na nim krwawił czerwony, za pasem mordercza tkwiła krócica, na rękach muszkieterskie, łosiowe pyszniły się rękawice.Buławą salutował zdumiony polski świat, a wrogom groził karabelą.Proszę spojrzeć, jak chmurnie spogląda, groźnie ująwszy karabelę, która łaknie krwi… A gorzko mądry pan Fredro powiada w tym miejscu przez Papkina:„Gdyby moja Artemiza, światu groźne to żelazo, krwią jak gąbka napęczniała”… itd.Straszliwy Eliasz oznajmiał się biletem wizytowym, na którym grzmiało: Dr Stanisław Eliasz Radzikowski — regimentarz Chochołowski.Miło mu było niezmiernie, kiedy do niego mówiono „panie regimentarzu!” — chociaż nie domagał się tytulatury „jaśnie wielmożny panie regimentarzu!”Nie był to jednak koniec, lecz zaledwie początek srogiej awantury.Chochołów był zbyt marnym terenem do wspaniałych wystąpień, przeto „jedzie, jedzie rycerz zbrojny” do królewskiego miasta Krakowa, aby tam ugruntować swoją dostojność i zagrać na wielkiej scenie, na tle wawelskiej góry.Kolorowo odziany jak na premierę, budzi powszechny podziw i rwie oczy.— Kto zacz ten hetman? — pytają zdumieni krakowianie.Chochołowski regimentarz długo się namyślał nad wyborem kwatery.Wykalkulował wreszcie, że najporęczniej będzie regimentarską kancelarią założyć u Hawełki, gdzie, jak to niektórym wiadomo, nie podawano nigdy wody, chyba jeśli kto zemdlał.Tutaj rad przesiadywał w swym wspaniałym stroju, stąd brzmiał, stąd słał płomieniste uniwersały i tutaj obmyślał niesłychane na własną część uroczystości.Był taki — krótki zresztą — czas, że patrzono na niego życzliwie, jakby odczuto, że w tym tragicznym aktorze tkwi serce gorejące, więc mu pomagano wykonywać sfiksowane pomysły.Przeto jaśnie wielmożny regimentarz zarządził przede wszystkim za przykładem wielkich polskich wojowników święcenie szabel u oo.Kapucynów.Gdy się do syta już tą uroczystością upoił, zapragnął nowej, więc jakiś regimentarski proporzec święcił wodą z wawelskiej studni i inne takie urządzał spektakle, na które jeździł nie na hetmańskim bachmacie, lecz w rozklekotanej dryndzie.Wiele natchnienia można znaleźć w jednej opasłej beczce u Hawełki.Wciąż przeto bywał natchniony, a kiedy go krwisty napełnił animusz, wychodził na Szczepański rynek i grzmiał z krócicy, radośnie i hucznie, niedaleko jest bowiem od ognistego Hawełki na rynek.Biedny Eliasz…W cichym Chochołowie nic oczywiście nie wiedziano o tym, co pan regimentarz wyprawia.W Chochołowie wciąż jeszcze składano podpisy pod aktem konfederacji, którą on ze wspaniałym patosem wykoncypował.— „A słowa jego były żelazne!” — jak powiada Benvenuto Cellini.Regimentarz umiał pisać górnie, z polotem i „do serca”.Nie darmo przyjaźnił się z całą Młodą Polską.Akt spisany jest na ogromnej karcie, bardzo ozdobnej, a końcowy jego ustęp tak brzmi:„Obzywamy się stąd, z tego zakątka naszego na pograniczu, z Chochołowa, do braci naszej wszędy, a więc przede wszystkim do górali… do braci naszej na Spiszu i Orawie, i w ziemi Czadeckiej:„Przystępujcie do Konfederacji, która się tu, pod szczytami Tatr zawiązała.W imię Boga Wszechmogącego! Zaklinamy Was, Narodzie lechicki, rozwiń skrzydła i nie daj kalać orlich gniazd, nie daj ziemi, nie daj szczytów Tatr ni Spiszą, ni Orawy! Uroczyście i iście święcie zawiązujemy Konfederację…” Następują ustępy, które grzmią jak bateria ciężkich dział, a potem słowa, jak organy, śpiewają przysięgę:„Postanawiamy uroczyście, uchwalamy zgodnie i jednomyślnie Polsce, Macierzy naszej na pomoc stanąć i wszyscy do gromady, za ręce się silnie i z lubością dzierżąc, sprawę powszechną wesprzeć i do skutku ostatecznie doprowadzić”… A wreszcie:„Uchwałę tę, wspólną i jednomyślną, do wiadomości całej Ojczyzny naszej ogłaszamy”.Potwierdzili te słowa, grzmiące jak „surma Gradywa”, szanowni, dzielni Chochołowscy ludzie.Uczciwy patriota przemówił do nich płomiennie, zrozumiałymi dla nich głowami, więc tłumnie przystępowali do konfederacji, „za ręce się silnie i z lubością dzierżąc” — jak regimentarz ślicznie powiada.Podpisali przeto ten akt Konie i Kluski, mnogie Wilczki i Wierszaki, Jesionki i Mniszaki, rnęże i białogłowy, starzy i młodzi.Długie zastępy kroczą za zamaszystym podpisem regimentarza.O miły, o najmilszy Eliaszu! Po coś wdział buty z cholewami i przypasał w jaszczur oprawną karabelę? Taki śliczny był początek, a koniec taki przeraźliwie żałosny… Toteż niektórzy poważni ludzie, nawet politycy, uwiedzeń! tym początkiem, związali się z regimentarzem pajęczyną romantycznej nadziei, szybko jednak skończyło się przedstawienie i rozpoczęła się rejterada.Widzowie zgromadzili się na oglądanie bohaterskiego dramatu, a uraczono ich operetką ze śpiewami, tańcami i strzelaniem z krócicy.Eliasz odśpiewał wielką basową arię Marcelego z Hugenotów, która się jeży okrzykami: „Pif, paf! Pif, paf!” — nikogo jednak nie przeraził ten rycerz nieszczęsny, co wrodzoną swoją łagodność podmawiał, aby jak tygrys stroszyła wąsy i „dzikim” toczyła okiem.„Bo któż by się Eliasza bał?” Przyjaciel i namiętny wielbiciel Solskiego pozazdrościł mu chyba cudownego Chudogęby i mimowiednie go naśladował.Źle jest zbyt poufale stosunki utrzymywać z teatrem, uczeni bowiem od dawna się spierają, w którym z trzech przybytków namiętności temperatura jest wyższa: we wielkiej redakcji, w teatrze, czy w domu obłąkanych?Rozpoczęła się agonia jaśnie wielmożnego regimentarza [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • swpc.opx.pl
  •