[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Istniało coś, co pragnęło, by Alvin był silny i dobry.I istniało coś innego, co chciało, by zginął.Czymkolwiek była ta dobra moc, potrafiła przywoływać wizje, ukazać straszliwy grzech i nauczyć, jak unikać go na przyszłość.Ale zła moc potrafiła zmusić do milczenia tatę, pokonać najsilniejszego, najlepszego człowieka, jakiego Alvin znał i o jakim słyszał.I to było przerażające.Kiedy tato dalej dowodził swoich racji, jego siódmy syn wiedział, że pomija jedyny liczący się argument- To nie diabły i nie anioły.To siły natury.Nie rozumiesz, że on jest wyzwaniem dla natury? Ma w sobie moc, jakiej nie możemy się nawet domyślać.Taką moc, że jedna z części natury nie może tego znieść.a on się broni, nawet gdy sam o tym nie wie.- Jeśli taką moc ma siódmy syn siódmego syna, to gdzie jest twoja, Alvinie Millerze? Jesteś siódmym synem, a to podobno też coś znaczy.A jakoś nie widzę, żebyś używał różdżki albo.- Nie wiesz, co robię.- Za to wiem, czego nie robisz.Wiem, w co nie wierzysz.- Wierzę we wszystko, co jest prawdą.- Wiem, że wszyscy chodzą pomagać przy budowie tego pięknego kościoła.Oprócz ciebie.- Kaznodzieja to dureń.- Czy nie przyszło ci do głowy, że Bóg wykorzystuje twojego bezcennego siódmego syna, by cię przebudzić i skłonić do pokuty?- A więc w takiego Boga wierzysz? Boga, który próbuje zabijać małych chłopców, żeby ich tatusiowie przyszli na spotkanie parafialne?- Pan ocalił twojego chłopca, czym dał dowód swej miłości i dobroci.- Miłości i dobroci, które pozwoliły umrzeć Vigorowi.- Ale pewnego dnia jego cierpliwość się wyczerpie.- A wtedy wymorduje moich pozostałych synów.Uderzyła go w twarz.Alvin Junior widział to na własne oczy.I nie było to takie klepnięcie od niechcenia, jakim przypominała synom, że nie należy niegrzecznie odpowiadać albo próżnować.To było uderzenie, które mogłoby strącić z karku głowę.Tato rozciągnął się na podłodze.- Jedno ci powiem, Alvinie Millerze - oświadczyła głosem tak lodowatym, że aż parzył.- Jeśli ten kościół zostanie ukończony i nie będzie w nim żadnego tworu twoich rąk, przestaniesz być moim mężem, a ja twoją żoną.Jeśli jeszcze coś mówili, Alvin Junior już tego nie słyszał.Był w łóżku i drżał cały na myśl, że tak straszną rzecz można sobie choćby wyobrazić, nie wspominając już o wypowiedzeniu jej na głos.Dziś w nocy bał się już wiele razy; bał się bólu, bał się umierać, gdy Anna szeptem groziła mu śmiercią, a najbardziej się bał, gdy przybył Jaśniejący Człowiek i ukazał mu jego grzech.Ale to było czymś zupełnie innym.Jak koniec świata, jak koniec jedynego, co absolutnie pewne: słyszeć mamę, która mówi, że nie zostanie więcej z tatą.Alvin leżał w łóżku, a w głowie pędziły mu najróżniejsze myśli.Pędziły tak szybko, że nad żadną nie mógł się skupić.I wreszcie w tym zamieszaniu nie pozostało mu nic innego, jak zasnąć.Rankiem pomyślał, że może to był sen.To musiał być sen.Ale na podłodze koło łóżka znalazł świeże plamy w miejscu, gdzie spłynęła krew Jaśniejącego Człowieka.I kłótnia rodziców też mu się nie przyśniła.Tato zatrzymał go po śniadaniu i powiedział:- Al, dzisiaj zostaniesz ze mną.Wyraz twarzy mamy świadczył aż nadto wyraźnie, że to, co mówiła w nocy, obowiązywało nadal.- Chcę pomóc budować kościół - oświadczył Alvin Junior.- Nie boję się żadnych kalenic.- Dzisiaj zostaniesz w domu.Pomożesz mi coś zbudować.- Tato przełknął ślinę i powstrzymał się od spojrzenia w stronę mamy.- Kościół będzie potrzebował ołtarza.Możemy zbudować piękny ołtarz, który tam ustawimy, gdy tylko położą dach i ustawią ściany.- Tato zerknął na mamę i uśmiechnął się tak, że Alowi dreszcz przebiegł po karku.- Jak myślisz, pastor będzie chyba zadowolony?Mama była wyraźnie zaskoczona.Ale nie należała do ludzi, którzy poddają walkę tylko dlatego, że przeciwnikowi udał się jeden rzut.Alvin Junior znał ją dobrze.- W czym może ci pomóc chłopak? - zapytała.- Przecież nie jest cieślą.- Ma dobre oko - wyjaśnił tato [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • swpc.opx.pl
  •