[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Powietrze uderzyło mnie, przewróciło na grzbiet.Potem usłyszałem wrzask.Naprawdę tu byłem.Nie byłem żadną wyimaginowaną wroną.Zostałem zaklęty w postać białego stwora.Odzyskałem na tyle panowanie nad sobą, by dostrzec deszcz kul ognistych kierujących się w moją stronę.Zanurkowałem pod nimi.Wróciłem w czasie do ostatniej nocy.Opuściłem się tam, gdzie skały i co tam jeszcze ochronią mnie przed nasilającą się ulewą kul ognistych.Nie zapomniałem, co potrafią zrobić z kamieniem - jeżeli oczywiście należały do nowej, podrasowanej odmiany.I teraz też miałem wiele sposobności, by zobaczyć, do czego są zdolne, ujrzeć z bliska, jakbym był jakimś biednym kutasem, który w boju toczonym przez Kompanię stanął po niewłaściwej stronie.Za każdym razem, gdy udawało mi się znaleźć bezpieczne miejsca, gdzie mogłem przycupnąć.ziuut! Skwierczący boczek.Wszyscy ludzie, których widziałem, uciekali z niesamowitym entuzjazmem.Większość jednak nie biegła dość szybko lub zbyt późno rzuciła się do ucieczki.Niektórzy nigdy nie wydostali się z podziemi.Tlący się grunt zatroszczył się o to.Jakiś ruch lśniącej wielobarwnie stali zwrócił moją uwagę.Ktoś najwyraźniej kierował się w niewłaściwą stronę.Wujek Doj wyruszył na miejsce katastrofy wkrótce po tym, jak wszystko się zaczęło.Facet naprawdę poruszał się szybko, jeśli to jego rzeczywiście widziałem.Być może był bardziej żwawy, niż udawał.Zatrzepotałem skrzydłami, poderwałem się i ruszyłem, kierując się na refleksy ognia w ostrzu Różdżki Popiołu.Wrona jest cholernie niezdarna zaraz po poderwaniu się do lotu.To był jednak Wujek.I najwyraźniej wcale nie tęsknił za moim towarzystwem.Różdżka Popiołu skoczyła niczym błyskawica.Doj miał znacznie większy zasięg ramion, niż to zapamiętałem ze wspólnych ćwiczeń.Omal mnie nie dostał.Uratowała mnie tylko szybkość odruchów wrony.Kazały mi zanurkować, zanim w ogóle zdałem sobie sprawę, co się dzieje.Potem leciałem już za nim w większej odległości, kierowałem się odbłyskami świateł w ostrzu miecza, trzymając się poza jego zasięgiem.Kiedy znalazł miejsce dogodne do obserwacji i uklęknął tam, ja wybrałem skromnie kamień sterczący ponad powierzchnią ziemi i przycupnąłem na nim, przeklinając jednocześnie ludzką zarazę, która pochłonęła wszystkie drzewa i inne wystające miejsca w okolicy.Obserwowałem obserwatora.Wujek znajdował się na swoim miejscu dość długo, by odzyskać oddech, i zademonstrował fantastyczną jakość własnych odruchów - uchylałem się przed kilkoma ognistymi kulami, póki wreszcie ziemia nie otwarła się i nie wytrysnął z niej słup ciemnozielonego ognia.Łuszczący się ognistymi kulami.Jego barwa była tak głęboka, iż wątpiłem, by ktokolwiek znajdujący się w większej odległości mógł go zobaczyć.Wędrował prosto w moją stronę.Co oznaczało, że przejdzie prosto przez Wujka Doja.Kiedy opuścił szczelinę, zielona osłona zniknęła.Znajdująca się wewnątrz istota ukazała swe oblicze.Miałem szczęście, że byłem ptakiem.Wujek miał szczęście, ponieważ był stary.W przeciwnym razie obaj zapewne utonęlibyśmy w potokach własnej śliny.To była cudowna kobieta i nie miała na sobie nawet niteczki ubioru.Duszołap.Nawet posiadając umysłowość i ciało ptaka, byłem w stanie docenić czas, jaki upłynął, od kiedy po raz ostatni widziałem moją żonę.Duszołap skryła się za lśniącą powłoką, nie tworzyła kolejnej tarczy, lecz zmieniała oblicze.Wysiłek sprawił, że na chwilę przestała uważnie obserwować swe otoczenie.Nie dostrzegła więc Wujka Doja, który roztapiał się w nocy równie zręcznie, jakby był urodzonym Kłamcą.Rozpoznałem kształt i twarz, podobnie jak Wujek, który zza pleców Duszołap spuścił Różdżkę Popiołu w ciosie, który powinien rozciąć ją aż po pierś.Była szybka.Spróbowała uchylić się, a jednocześnie rzucić jakieś ochronne zaklęcie.Powietrze aż zajęczało.Krzyknęła i runęła na twarz, żywa, choć z pewnością poważnie ranna.Wujek skoczył, aby dokończyć swego dzieła.Błysnęła Różdżka Popiołu.Popłynęła krew.Duszołap odskoczyła.Podobnie Wujek.Zadecydował przypadek.Jakaś bambusowa tuba w całym holokauście zdecydowała się nagle wyzwolić swe ładunki.Dwie kule ogniste trafiły Wujka.Duszołap skorzystała z chwili nieuwagi, odrzuciła go, ale nie miała już siły, by z nim skończyć.W każdym razie ludzie zareagowali na hałasy, chociaż i tak minęły całe godziny, zanim znaleziono Wujka.Duszołap odpełzła na bok, wykorzystała swe osłabione moce, aby zatamować upływ krwi i przybrać inną postać.Zanim sięgnęła po swe ukryte rzeczy, stała się Śpiochem.Co wyjaśniało od razu, dlaczego tamten do niczego się nie nadawał.Póki uchodził za szalonego, w mniejszym stopniu było prawdopodobne, że zostanie poddany badaniu wystarczająco szczegółowemu, by zdradzić, że nie jest moim cudownym asystentem.Zeźliłem się naprawdę porządnie.Wobec tego gdzie był prawdziwy dzieciak?Zatrzepotałem skrzydłami i wylądowałem na piersiach Wujka.Dławił się własną krwią.Szarpałem go dziobem, ciągnąłem, aby przewrócić mu głowę na bok.Potem poleciałem za Duszołap.Zniknęła.Nie znalazłem po niej nawet śladu.Ale wiedziałem, dokąd się udała.Śpioch będzie w moim bunkrze, jakby nie ruszał się stamtąd nawet na krok, kiedy wstanę rano i będę myślał, że miałem za sobą nie przespaną noc.Teraz już wiedziałem również, co się przydarzyło Kopciowi.To drżenie policzka, które, jak mi się zdawało, dostrzegłem u Śpiocha, to była Duszołap, kiedy zrozumiała, że może zostać odkryta, gdy ktoś użyje Kopcia, aby wyśledzić wstecz jej trop czasu.W każdym razie teraz znałem już jej tajemnicę.Być może Kina była potężniejszym wrogiem, niż podejrzewała Duszołap.Bogini mogła mieć nawet poczucie ironii, skoro użyła wrony do pokrzyżowania planów pani wron.Usadowiłem się na dachu mojego bunkra.Pode mną Thai Dei chrapał i parskał przez sen tak paskudnie, jak tej nocy, gdy zdziesiątkowaliśmy skarb Jednookiego.Ktoś jeszcze tam, w dole, robił niezłe zamieszanie.Ponieważ Śpiocha nie było, zrozumiałem, że muszę to być ja, co oznaczało, że Sahra miała rację, kiedy oskarżała mnie, iż chrapię niczym głodujący niedźwiedź.Nigdy przedtem jej nie wierzyłem.Trudno było uwierzyć, że wszyscy poszliśmy spać po obejrzeniu całego zamieszania.Duszołap musiała wysłać przed sobą jakieś usypiające zaklęcie albo zostawić za sobą coś w tym stylu.Miałem wrażenie, że nie będę czuł się najlepiej podczas obserwowania samego siebie z zewnątrz, dlatego też przezwyciężyłem pokusę sfrunięcia na dół i zerknięcia przez drzwi.Z ciemności wynurzył się Śpioch.Jak na kogoś, kto został potłuczony i poharatany, Duszołap poruszała się ze zwinnością gazeli
[ Pobierz całość w formacie PDF ]