[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.–Przekaż ukłony ode mnie Jamesowi.Jego słowa zmroziły mnie.Nagle przypomniałam sobie fragment odnalezionyw dokumentacji dotyczącej leczenia Jamesa, w którym była mowa, iż wezwano nakonsultację Arthura Pritcharda.A więc lekarz znał Jamesa.To on pozbawił mojegochłopaka wspomnień.Odwróciłam się gwałtownie i ruszyłam korytarzem.Musia-łam odszukać Jamesa i ostrzec go przed Arthurem.– James! – krzyknęłam, gdy znalazłam się na schodach.U dołu dojrzałam Casa,który zaniepokojony przystanął w pół kroku i zmarszczył czoło.– Sloane… – odezwał się zbolałym głosem, ale go nie słuchałam.Przepchnęłamsię obok, wciąż nawołując Jamesa.Gdzie on przepadł?Po chwili znów rozległ się cichy głos Casa.Tym razem jednak byłam już pewna,że stało się coś złego.Przystanęłam u dołu schodów i spojrzałam na niego.Chło-pak rozłożył ręce w geście znamionującym bezradność, a ja poczułam, jak świat wokół mnie zaczyna napierać ze wszystkich stron.– Sloane, James odjechał.Kiedy byliśmy zajęci rozmową z Arthurem, zabrał klu-czyki do terenówki.Powiedział… – Zawahał się, spoglądając pytająco na Realma, ten jednak dał mu znak, żeby mówił dalej.– Powiedział, że nikomu już nie może ufać.A potem zniknął.Nagle nogi odmówiły mi posłuszeństwa.Musiałam szybko oprzeć się o ścianę, żeby nie upaść.James mnie porzucił.O Boże.James zniknął.Rozdział trzeciZpoczątku nie wiedziałam, co się ze mną dzieje.Oszołomienie było zbyt wielkie.W pewnym momencie u szczytu schodów pojawił się Arthur Pritchard.Zszedł na dół, nie zająknąwszy się jednak ani słowem na temat Jamesa, choć musiał słyszeć,co przed chwilą powiedział Cas.Może widział, jak bardzo byłam zdruzgotana tą nowiną.Wyminął mnie i skierował się do drzwi wejściowych.Ciche trzaśnięcie oznaczało, że wyszedł z domu.Powoli, powłócząc nogami, wycofałam się do swo-jego pokoju.Nie uroniłam ani jednej łzy.Byłam w zbyt wielkim szoku, by płakać.Na komodzie nadal leżała teczka z aktami Jamesa.Chciałabym zapoznać się ze swoją dokumentacją.Poczytać o moim bracie, przyjaciołach.Poznałabym nareszcie prawdę na temat Jamesa – czy rzeczywiście kłamał w ośrodku, żeby mnie chronić?Czy kochałam go przed Programem? Na pewno kochałam go teraz, lecz mimo tonie pobiegłam za nim.Pozwoliłam mu odejść.Położyłam się na łóżku i skrzyżowałam ramiona na piersi, jakbym już nie żyła,jakby moje złożone w trumnie ciało zaczęło gnić.Tęskniłam za tatą.Nadal wyraź-nie pamiętałam chwile, gdy zabierał mnie na lody.Jednak nic nie pozostało w mojejpamięci z okresu, gdy mój brat popełnił samobójstwo.Jak na jego śmierć zareago-wał ojciec? Co się z nim działo, gdy zabrano mnie do Programu? Czy w ogóle pró-bował temu jakoś zaradzić? Czy nadal kochał mnie taką, jaką wtedy byłam?Moje myśli stawały się coraz mniej jasne, w miarę jak ogarniała mnie senność.Przewróciłam się na bok, przywierając policzkiem do poduszki.Tęskniłam za Jamesem.Tęskniłam za domem.Tęskniłam za utraconymi wspomnieniamiz poprzedniego życia.Wokół mnie ziała pustka.We mnie również otwierała się otchłań.W drzwiach stanął Cas.Na jego twarzy odmalował się ten sam smutek, który ogarnął teraz moją duszę.– Potrzebujesz czegoś? Martwimy się o ciebie.Podejrzewałam, że przyszedł tu, bo tak polecił mu Realm.Cas miał sprawdzić, czy nie postradałam zmysłów.Michael wiedział, że nie powinien teraz zapewniać mnie o swej miłości, ponieważ wyglądałoby to, jakby próbował wykorzystać sytu-ację.Nie miałam jednak zamiaru być obiektem niczyjej litości.Nie byłam bez-bronna.Nadal mogłam walczyć.– Nic mi nie jest – zwróciłam się do Casa, usiłując nie dać po sobie nic poznać.–Po prostu na jakiś czas muszę wyłączyć uczucia.Taki był zresztą podstawowy cel Programu, czyż nie?– Chryste, Sloane – jęknął Cas, przestępując próg.– Nie wkręcaj się w negatywnemyślenie.Zanim zdążył powiedzieć coś więcej, zerwałam się z łóżka i wybiegłamz pokoju.Na chwilę zrobiło mi się lepiej.Nadal doskwierało mi poczucie pustki, ale przynajmniej ból nie był tak dotkliwy.Ulga była jednak krótkotrwała – w kuchni zastałam Realma i Dallas.Oboje siedzieli przy stole nad talerzami japońskiego makaronu.Dallas utkwiła w Realmie mordercze spojrzenie.– Zostało coś dla mnie? – spytałam, spoglądając na garnki.Dallas uniosła brew w niemym geście zdziwienia.Realm również sprawiał wra-żenie zdumionego, że postanowiłam tak szybko wychynąć ze swojego pokoju.Casnałożył jedzenie na dodatkowy talerz, po czym postawił go na stole przed pustymkrzesłem.Czułam na sobie jego baczne spojrzenie, gdy zajmowałam miejsce.Jedzenie było ohydne, mdła masa rozgotowanego makaronu stawała mi w gardle.Wiedziałam jednak, że muszę jeść, aby mieć siły do walki.Nie umiałam przemóc się, aby spojrzeć na Realma.To przez niego James uciekł.Realm okłamywał mnie od dawna, przez cały czas miał dostęp do wszystkich swo-ich wspomnień z przeszłości.A jednak coś mi tu nie grało.Przecież niezliczenie wiele razy lądował w ośrodku Programu.Jak to możliwe, że nadal zachowałpamięć? Owładnęły mną złe przeczucia, kiedy jednak chciałam zadać mu to pyta-nie, natrafiłam na utkwione we mnie nienawistne spojrzenie Dallas.– A więc jednak cię zostawił?Jej słowa paliły niczym rozżarzone węgle.Nagle do oczu napłynęły mi łzy.Ści-skałam widelec tak kurczowo, że metal boleśnie wrzynał się w skórę dłoni.– Proszę, nie rób tego… – wyszeptałam, odkładając go.Realm nie reagował, na-dal skupiony na jedzeniu.– Niby czego mam nie robić? – spytała Dallas niewinnym głosikiem
[ Pobierz całość w formacie PDF ]