[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wstał również, nie mogąc zebrać myśli.Musi się dowiedzieć.Musi spytać jeszcze.Cisi bracia, Ziemcy, demony i smoki i.— Panie.Bóg cofał się do wyjścia.Jego martwa twarz nie wyrażała niczego.— Panie — ze skołatanej głowy, do której cisnęły się tysiące myśli, nie mogły wyjść odpowiednie słowa.— Panie czy.Czy istnieją demony?Znowu najgłupsza z możliwości.Ale jak można wybrać cokolwiek ważnego z tego chaosu, z tysiąca możliwości? Jak?.Bóg powstrzymał go ruchem ręki, wchodząc do sieni.— Na to pytanie ci nie odpowiem.Świeca zaskwierczała nagle i jej nikły płomień zgasł nagle.W chałupie zrobiło się ciemno.Rozdział 7Mówią, że w nowym miejscu najtrudniejsze są pierwsze dni.Achaja wątpiła w prawdziwość tego powiedzenia, a raczej nie miała kiedy się nad nim zastanawiać.Dzień za dniem mijał jej w jakimś otępieniu, w które popadł jej umysł.Wycieńczone ciało również ogarnął dziwny bezwład.Nie bolało już tak bardzo, kiedy bili ją koledzy.Nie bolało tak strasznie, kiedy zdejmowała z nóg zakrwawione sandały po biegu dwadzieścia razy wokół placu.Tak, wykonała taki bieg.Szczerze mówiąc niejeden.Pojęła nareszcie, do czego dążył dziesiętnik, wysyłając zamiast niej cały oddział.To, co oddział robił z nią potem w nocy, było o wiele gorsze od wszystkiego, co mógł wymyślić dziesiętnik.Ale nie płakała więcej.Była zbyt zmęczona na płacz.Kiedy po raz pierwszy przyniosła kubek wody, bo kazał jej zrobić to Durban.coś się w niej przełamało.Nie była już księżniczką, córką Wielkiego Księcia.Od tej chwili stała się materiałem na wzorowego żołnierza.Koledzy dalej bili ją, szturchali, kradli jej rzeczy, ale od kiedy zaczęła spełniać ich polecenia, robili to już bez złośliwości.Stała się popychadłem w oddziale — a w wojsku to nawet pewnego rodzaju awans.Kiedy po jakichś dwudziestu, trzydziestu dniach (naprawdę straciła rachubę) pancerz wiecznego, wszechogarniającego zmęczenia zaczął się kurczyć (może się hartowała, może łapała drugi oddech) stwierdziła, że jest chyba jakiś cień szansy, malutki cień, że dożyje do końca służby.Po raz pierwszy pomyślała o tym, ile zostało jeszcze do końca, ale ponieważ wychodziła jej jakaś niewyobrażalna liczba dni, dała sobie z tym spokój.W wojsku nie wszystko było złe.Natomiast (według jej wyobrażeń przynajmniej) wszystko było głupie.Na przykład takie jedzenie.Nie to, żeby było niesmaczne, wprost przeciwnie — ser, oliwki, raz na dziesięć dni mięso — było wydawane w ściśle odmierzonych porcjach, ale wcale nie najgorszego gatunku, jak mogła się spodziewać.Oczywiście, jeśli ktoś trafił na zgniłe, jego pech, więcej nie dostał.Za to suche placki leżały w koszach, przy długich korytach z wodą, gdzie jedli i każdy mógł wziąć dowolną ilość.Nie o to chodziło.Najgorszą rzeczą był brak jakichkolwiek przypraw.Nie jakichś wyszukanych bynajmniej — jakichkolwiek.Jeśli armia wydawała fortunę na całkiem dobre wyżywienie dla żołnierzy, dlaczego nie dorzuciła paru groszy na przyprawy? Nie mogła tego zrozumieć.Albo sandały.Dzień w dzień przecież wydawano jakieś horrendalne sumy na tłuszcz, którym każdy żołnierz wieczorem długo i uporczywie musiał je nacierać.Przecież taniej by wyszło, gdyby od razu kupić sandały z dobrej skóry.Problem krwawiących stóp wbrew pozorom dotykał nie tylko jej.Albo ćwiczenia.Zamiast uczyć się czegoś porządnego, dziesiętnik kazał im wykopać dół i zakopać, wykopać i zakopać, dwadzieścia razy wokół placu, wyrównać mieczami klepisko w namiocie, żeby było gładkie jak marmurowy stół, a potem długo ostrzyć stępione miecze.Czysty kretynizm.Nienawidziła dziesiętnika tak, że stawał się w jej oczach uosobieniem zła, zła wyjątkowo głupiego zresztą, choć.w tym poglądzie nie była bynajmniej odosobniona.Nie wszystkie ćwiczenia były bez sensu.Kiedy prowadził je setnik, były po prostu nużące.Trzeba było trzymać drzewce długiej piki na ściśle określonej wysokości, oddychając przy tym rytmicznie.Płuca bolały, ale było to nic w porównaniu z rozdzieranymi bąblami na dłoniach.Potem bieg z tarczą, bez tarczy, z tarczą, mieczem i plecakiem, bez miecza, ale za to z piką, w hełmie i nagolennicach (kilka osób zemdlało i Achaja przez króciutką chwilę była dumna, że nie znalazła się wśród nich).Poza tym jednak przez cały czas robiła wszystko nie tak.Źle smarowała sandały (więc była sama winna temu, że ma obtarte stopy), źle myła naczynia (więc sama była winna temu, że staje na końcu kolejki po najgorsze porcje), źle ostrzyła miecz (więc sama była winna, że dostaje najgorsze warty), źle układała koc na sienniku (więc sama była winna.nie wiadomo już czemu).Prawie przekonano ją, że wojna pomiędzy Troy i Luan, która znowu rozgorzała na granicach, wybuchła z jej osobistej winy.Pewnym wytchnieniem z otaczającej ją głupoty były ćwiczenia przeprowadzane przez taktyków (brali za to dodatkowe wynagrodzenie i dość często zjawiali się na ich placu).W każdym razie oficerowie wyższych szarż potrafili się przynajmniej poprawnie wysławiać.— Żołnierz Achaja będzie teraz trzymać pikę, celując w tamten rondel zawieszony na drzewie.Dziewczyna z najwyższym trudem uniosła ciężkie i niesamowicie długie drzewce.—.wyobrażając sobie, że celuje w jeźdźca, który jest o dwadzieścia kroków od niej — ciągnął taktyk
[ Pobierz całość w formacie PDF ]