[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Dając mu żywność, dwunożna istota bez wątpienia wywarła na niego jakieś oddziaływanie.Nie­bezpieczne oddziaływanie.Jedynym rozwiązaniem całej tej sytuacji było natychmiasto­we zabicie człowieka.Skulił się w krzakach, napięty, zły, chro­niony przed wszelkimi emisjami fal mózgowych, i czekał na czło­wieka.To, co stało się potem, stanowiło dla Jamiesona najgorsze przeżycie w całej jego karierze zawodowej.W normalnych wa­runkach bez trudu dałby sobie radę.Jednak tu w każdej chwili spodziewał się, że znów ogarnie go paraliż, spowodowany przez werniks.Dlatego też zwykły, fizyczny, nieoczekiwany atak cał­kowicie zbił go z tropu.Rull wyleciał z kępy krzaków na płycie antygrawitacyjnej.Zaskoczenie było tak wielkie, że atak prawie się udał.Już pierwszego dnia Jamieson stwierdził, że płyty zo­stały zupełnie pozbawione tego rodzaju energii.A jednak teraz miał przed sobą jedną z nich, znów aktywną i lekką tą lekkością, jaką naukowcy rulli doprowadzili do perfekcji.To, że płyta leciała w jego kierunku, spowodowane było oczy­wiście obrotem planety wokół swojej osi.Nic nie nadało płycie początkowego pędu, nie leciała z szybkością tysiąca trzystu kilometrów na godzinę zgodnie z obrotem planety, ale i tak szybko przyspieszała.Metalowa płyta z rullem mknęła na Jamiesona ci­cho jak zjawa.A on, w chwili gdy strzelał, musiał jeszcze podjąć decyzję: zabić rulla czy nie.I w końcu zwyciężyła druga ewentualność.To było trudne, bardzo trudne.Zanim opanował przenikają­ce go na wskroś pragnienie zabijania, upłynęło dość czasu, by raił zbliżył się na odległość trzech metrów.Jamiesona uratowało ciśnienie powietrza pod płytą, która lekko się nachyliła, jak skrzy­dło startującego samolotu.Jamieson skierował broń na spód pły­ty i wystrzelił płomieniem.Płyta poleciała na prawo i opadła w krzakach kilka metrów dalej.Jamieson z całą świadomością nie wykorzystał swojej przewagi.Gdy powoli doszedł do krza­ków, mil zdążył już odpełznąć kilkanaście metrów i zniknął za drzewami.Jamieson nie ścigał go ani nie wystrzelił po raz drugi.Zajął się natomiast zbadaniem płyty.Musiał sobie odpowiedzieć na kilka pytań.Po pierwsze w jaki sposób rull zdołał bez odpowiedniego wyposażenia nadać jej z po­wrotem właściwości antygrawitacyjne? Po drugie jeżeli był w sta­nie stworzyć taki „spadochron", to dlaczego nie posłużył się nim i nie zszedł z góry do lasu rozciągającego się u jej podnóża, gdzie znalazłby dość żywności i osłonę przed swoim ludzkim wrogiem? Na drugie pytanie uzyskał odpowiedź, gdy tylko podniósł płytę.Ważyła mniej więcej tyle, ile powinna, zupełnie jakby jej energia wyczerpała się po przeleceniu trzydziestu mętów.Rull z całą pewnością nie mógłby na niej przelecieć dwóch tysięcy pięciuset metrów do lasu u stóp góry.Mimo to Jamieson uważał, że lepiej nie ryzykować.Zepchnął płytę do przepaści, wrócił do szalupy i dopiero wtedy przypomniał sobie o „werniksie".Nie odczuwał działania żadnego hipnotycz­nego rozkazu.Jeszcze nie.Dokonał analizy drobin werniksu, któ­re przedtem zeskrobał.Skład chemiczny wskazywał na zwykłą żywicę.Budowę atomową miał stabilną.Natomiast przetwarzał elektronicznie światło w energię na poziomie fal mózgowych czło­wieka.Oczywiście był aktywny.Ale co zarejestrował? Jamieson sporządził wykres wszystkich jego składników i poziomów ener­gii.Gdy stwierdził, że werniks został zmodyfikowany na pozio­mie elektronicznym - co było oczywiste, ale musiało zostać udo­wodnione - zapisał obrazy na taśmie.Rezultatem był chaos fantastycznych widoków, jakby wyjętych ze snu.Symbole.Wziął katalog interpretacji symboli podświadomo­ści i znalazł odniesienie do „blokad mentalnych".Na wskazanej stronie przeczytał: „Nie zabijaj!".- Coś podobnego! - wykrzyknął na głos.- A więc tak to się odbyło!Ulżyło mu, chociaż nie do końca.I tak nie zamierzał zabijać, ale rull o tym nie wiedział.Wprowadzając tak subtelną blokadę, stałby się panem sytuacji, nawet gdyby poniósł klęskę.I na tym polegał kłopot.Do tej pory Jamieson wychodził cało z niebez­piecznych sytuacji, ale nie potrafił stworzyć warunków korzyst­nych dla siebie.Nie może więcej podejmować ryzyka.Nawet jego końcowy eksperyment musi zaczekać do przylotu „Oriona".Pod pewnymi względami ludzie są słabi.Ich ciało podlega impulsom podat­nym na manipulacje sprytnych i bezlitosnych ras.Jamieson nie wątpił, że ostatecznym celem rulla jest popchnąć go do samobój­stwa.25Dziewiątego wieczoru, w przeddzień przylotu „Oriona", Jamieson nie rzucił milowi konserwy.Następnego dnia rano przesiedział pół godziny przy radiu, usiłując połączyć się z krą­żownikiem i opowiedzieć o wszystkim, co się tu zdarzyło, a tak­że wyjawić, jakie ma plany, łącznie z projektem postawienia roi­ła przed ciężką próbą, by sprawdzić, czy ucierpiał z braku pożywienia.W podprzestrzeni panowała kompletna cisza.Nikt nie odpo­wiedział na jego wezwania.W końcu odszedł od radia, wysiadł z szalupy i szybko ustawił aparaty, których będzie potrzebował do przeprowadzenia doświadczenia, po czym spojrzał na zega­rek.Brakowało jedenaste minut do południa.Nagle zaniepoko­jony, postanowił już dłużej nie czekać.Z wahaniem nacisnął kla­wisz [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • swpc.opx.pl
  •